Czy nie potrzebna jest prawdziwa reforma szkolnictwa? Czyli parę słów o systemie edukacji

reforma_edukacjiBlog ten stworzyłem m.in. po to, aby ukazać swoją propozycję drogi do wolności czy niezależności finansowej oraz aby zachęcać do tzw. inwestowania w siebie czyli do zgłębiania wiedzy, odnośnie różnych dziedzin życia. Jestem przekonany, że im człowiek bardziej świadomy, tym mniej daje manipulować się innym. Dziś niestety wielu jest takich, którzy tylko żerują na naszej niewiedzy. Dotyczy to niestety każdej dziedziny naszego życia. No właśnie, ale przecież od jakiegoś 6-7 roku życia, do przynajmniej „osiemnastki” mamy dostęp do szkół publicznych –  darmowych (?)  Mało tego, mamy obowiązek, by do nich uczęszczać. To co edukacja którą tam nabywamy, nie wystarcza? Dziś, stawiam na świecznik, temat niełatwy – SYSTEM EDUKACJI W POLSCE. Napisałem w Polsce, chociaż mechanizmy są podobne na całym świecie, jednak zostańmy przy Polsce. Nie chciałbym wypowiadać się za inne kraje, nie posiadając należytej wiedzy.

 

Czy Ty też dostałeś kiedyś Złotą radę?

 

Prawie każdy, dostał w swoim życiu pewną radę od np. rodzica, babci, cioci, wujka, nauczyciela, wychowawcy, sąsiada czy znajomego? Rada ta brzmiała i brzmi zresztą po dziś dzień, mniej więcej tak:

Chodź do szkoły, ucz się, dostawaj „piątki”, idź na studia, a potem będziesz miał w życiu łatwiej..

No cóż, uważam, że rada ta, nie jest zbyt cenna! Będziesz miał łatwiej? Chodzi tu pewnie o sytuację materialną. Tylko jak to jest, że często ludzie kompletnie „bez szkoły” potrafią żyć bardzo dostatnio, a osoby z tytułem „profesora”, zdarza się, że kończą.. marnie, nawet na ulicy? Wiadomo każdy przypadek jest inny, ale może na tą „dostatność” coś innego wpływa? Jednak w myśl zasady, którą przytoczyłem powyżej, powinna zachodzić pewna prawidłowość – im Twoje wykształcenie jest wyższe, tym Twój poziom życia jest wyższy? Czy tak jest? Analogicznie, może im Twoje wykształcenie jest wyższe, tym jesteś szczęśliwszym człowiekiem… jest Ci łatwiej żyć, po prostu. Czy tak jest w rzeczywistości? Wykształcenie wpływa na dostatność? jakość życia? szczęście? zarobki? Czy można wskazać jakąś zależność? Moim zdaniem NIE, szkoła nie jest przyczyną, naszego dostatku czy też szczęścia – stawiam taką o to tezę. Jeśli ja mógłbym komuś dać swoją radę, w tej kwestii, brzmiała by ona inaczej, ale o tym może później :)

 

Po co powstała szkoła?

 

Zacznijmy od początku. Szkoły nie powstały, równocześnie z powstaniem ludzkości, kiedyś ich nie było, przynajmniej nie w takim kształcie jak obecnie. Całe życie, można nazwać ciągłym procesem uczenia, ale w tym artykule mówię o tradycyjnych-obowiązkowych-państwowych szkołach, o tych do których każdy musiał chodzić lub nawet chodzi po dziś dzień. Po co one powstały? Oto jest pytanie. Oficjalna wersja brzmiałaby, mniej więcej tak:

 

Edukacja państwowa, powstała po to by uczyć młodych ludzi, najpierw podstawowej wiedzy, typu czytanie, pisanie, liczenie, następnie informacji o otaczającym nas świecie, prawach jakie rządzą tym światem. Szkoła przekazuję informację o naszej przeszłości, o historii naszego kraju, o naszym pochodzeniu. Podczas studiów wyższych przekazuje zaś wiedzę specjalistyczną zgodną z kierunkiem wybranych studiów. Państwu zależy na tym, by jego obywatele byli, jak najbardziej wykształceni, by wiedzieli o świecie jak najwięcej. Państwo uważa, że każdy powinien mieć dostęp do wiedzy i stara się to realizować.

 

Czy tak jest w rzeczywistości? Bez wątpienia prawdą jest, że szkoła specjalizuje się w przekazywaniu wiedzy. Teraz zastanówmy się, nad jakością tych przekazywanych prawd. W mojej ocenie, szkoła nie została stworzona, po to by nas uczyć prawdziwej prawdy, szkoła została stworzona po to, by uczyć rzeczy uznanych za prawdę. Prawdy te zostają za takie uznane, jeśli pasują do ogólnego modelu świata, do porządku który obecnie panuję. Czasami, pokrywają się z prawdami rzeczywistymi, jednak czy często? Szkoła też niejednokrotnie wymyśla różne niepotrzebne rzeczy, których uwielbia nauczać. Przykład pierwszy z brzegu – ortografia. Zastanawiałeś się jaka jest różnica między „u” a „ó”, „rz” a „ż”, „ch” a „h”? Czy są jakieś inne różnicę, między tymi wizualnymi? Nie wiem, może ja się nie znam? Czy inaczej, to się czyta? Chyba nie 😉

 

Jórek żucił chulajnogą <-> Jurek rzucił hulajnogą

 

Jaka jest różnica w tych dwóch zdaniach? Poza tą wizualną? Pierwsze zdanie i drugie, ma ten sam logiczny sens. Jednak gdy ktoś napisze tak jak w pierwszym przykładzie, krzykniesz – Co za analfabeta. Kup sobie słownik! Tak naprawdę ktoś ZAKODOWAŁ, Twój mózg na to co jest prawidłowe, a co nie. Gdyby nauczyli Cie, że ta pierwsza pisownia jest prawidłowa, wtedy byś, śmiał się z tego, który napisał to drugie zdanie. Myślisz, że dotyczy to tylko ortografii? Wiele rzeczy jest uznane za NIEPODWAŻALNĄ PRAWDĘ, tylko dlatego bo tak nauczono nas w szkole, a co stałoby się gdyby, nauczona prawda była inna? Świat by się nie zmienił? Czy tylko to co my uważamy, za słuszne? Może komuś zależy na tym, byśmy mieli takie pogląd na świat, a nie inne? Prawdy cały czas się zmieniają, inaczej uważano kiedyś, inaczej teraz. Skąd wiemy, że teraz mamy rację? W takim razie, jeśli szkoły głoszą już jakieś swoje teorię powinny zawsze dopowiadać – Na dzisiejszy stan wiedzy tak uważamy, istnieją również inne teorię (wymienić je) , kiedyś natomiast uważano, że było tak i tak (też to przytoczyć)

Gorsze jest jednak to, że szkolnictwo często manipuluję „prawdami”  w sposób świadomy, tylko po to by wprowadzić w błąd, by mieć z tego określone korzyści. Nie oszukujmy się, szkoła publiczna, to nic innego jak kontynuacja polityki, systemu, a właściwie jedno z jego narzędzi. Zmieniają się systemy polityczne, razem z nimi zmieniają się podręczniki. Co kraj to inna historia. Zawsze winni byli tamci drudzy. Jak coś przestaje być wygodne, przestaje się tego nauczać, przemilcza się to. Tak jak pisałem wcześniej, dlaczego szkoła nie przedstawia, wszystkich możliwych teorii, na temat jakiegoś zagadnienia i nie daje uczniom wolnej ręki, w wybraniu, według nich możliwie najtrafniejszej? Może dlatego, że niektóre teorie są niewygodne?

Najlepszymi uczniami, według szkół, są Ci którzy najlepiej potrafią, podczas np. sprawdzianów, streścić te prawdy których się nauczyli. Za to są nagradzani dobrymi ocenami – dla systemu oceny to znak – ten dobrze przyswaja naszą wiedzę, może iść dalej. W edukacji za słabych uczniów, po za tymi którzy mają problemy z przyswojeniem wiedzy, przekazywanej przez szkołę, są uważani również Ci którzy podważają prawdy nauczane przez system oświaty. Ośmielają się podważać wiedzę szkolną! Z grubsza chodzi o to, że szkoła uczy tylko swoich prawd, a oceniane jest tylko to, czy jesteśmy w stanie z pamięci, te prawdy wygłosić, bez refleksji czy faktycznie to jest prawda. Zadawanie pytań odnośnie prawdziwości prawd, nie jest mile widziane, jest wręcz potępiane, a to jest taki skrótowy opis szkoły:

Nie interesuj się czy tak jest naprawdę, tylko zapamiętuj to, bo my zawsze mamy racje! Dodatkowo uczy się często, rzeczy nieprzydatnych,  a o rzeczach które mogłyby nam pomóc, w dorosłym życiu, nawet nie wspomina.

 

Reforma_szkolnictwa_2            z ogromu informacji ciężko wybrać te prawdziwe

 

Szkoła ujednolica ludzi?

 

Ruszajmy dalej.. gdy pierwszy raz młody uczeń rusza, by rozpocząć swoją edukacje, jest jak wiemy, jeszcze bardzo młody, ma te 6-7 lat. Jest jak prawie puste wiadro, który może zmieścić jeszcze wiele wody. Tak i on mało wie o świecie i chętnie te informacje chce „łykać”. Wiadomo, im człowiek starszy, tym mniej chętnie zmienia poglądy, dlatego bardzo ważne jest by od najmłodszych lat, młody człowiek „miał” te poglądy możliwie najlepsze (choć dla każdego co innego to oznacza). Wiedzę którą ma, posiada głównie od rodziców, w dzisiejszych czasach może i z TV czy Internetu. Bez wątpienia mało wie np. na temat relacji międzyludzkich i tutaj dostaję informację – podświadomą, od szkoły – zbierasz oceny tylko dla siebie. Uczniowie to często bardziej „rywale”, niż kompani do współpracy. Ile było przypadków walk w klasie o np.”pierwsze miejsce” czy o bycie jakimś „liderem”? Nie uczy się wielu szlachetnych wartości typu współpraca, akceptacja siebie czy szacunek do innych osób. Może gdzieś tam się o nich wspomina, ale nie kładzie na nie, należytego nacisku. Zasada typu – Razem jesteśmy zrobić więcej niż w pojedynkę według mnie, nie istniej.  Bardziej – Martw się tylko o siebie

 

Reforma_szkolnictwa_3     im człowiek młodszy, tym "księga" jego poglądów mniej zapisana

 

Tu wszystko kręci się wokół ocen. Naucza się niektórych rzeczy tylko po to, by mieć z czego wystawić oceny. Swoją drogą, oceny też często nie odzwierciedlają tego czy uczeń rzeczywiście, posiadł szkolną wiedzę. Dobry ściągacz, wcale nie musi tak wiele umieć. Dodatkowo, często nauczyciele niesprawiedliwie oceniają uczniów, kierując się sympatiami. Dlaczego też podkreśla się, na sprawdzianach błędy, a nie te dobre rzeczy? To też ma wpływ na niektórych słabszych uczniów, którzy widząc kartkę sprawdzianu całą na czerwoną, dostają podświadomą informację, że są beznadziejni. Może warto dla kontrastu – na zielono, byłoby podkreślać, to co zrobił dobrze? Wierzę w to, że każdy ma jakiś talent czy predyspozycje do czegoś. Tylko czy szkoła potrafi z każdego to wydobyć? Nie! a to, według mnie, powinno być głównym zadaniem szkoły – WYDOBYĆ Z KAŻDEGO, TO CO NAJLEPSZE. POMÓC MU ODPOWIEDZIEĆ NA PYTANIE KIM CHCE BYĆ – CO DAJE MU SZCZĘŚCIE Czy szkoła to robi? Czasami, może i tak, jednak na pewno nie wtedy, kiedy czyjeś talenty są nietypowe, albo przez to całe szkolnictwo uznane za dziwne – kosztowne. Najgorzej jak taki uczeń przestaje się utożsamiać z tym, co mu się podoba i zaczyna iść drogą „zaproponowaną” przez szkołę, bo ta droga rzekomo ma dać mu szczęście.

 

Reforma_szkolnictwa_4   szkoła "hamuje" nasze talenty, czy bardziej daje im szanse rozwoju?

 

Napisałem, w nagłówku że szkoła ujednolica ludzi? Chodzi mi o to, że szkoła zabija w młodym człowieku, często taką indywidualność, podświadomie narzucając grupie jednakowe schematy myślenia – co jest dobre, co właściwe, co wypada, a co złe, a więc de facto UJEDNOLICA ludzi w myśleniu.

 

Edukacja wyższa to biznes?

 

Głównie jak dotąd pisałem o początkowych fazach edukacji. Ktoś powie: no tak, ale studia czyli edukacja wyższa, to co innego. Tam już kształci się bardziej konkretnie. Hmm.. jak wiadomo, istnieją szkoły wyższe publiczne oraz prywatne. To, że te drugie powstają w celach biznesowych to wiadome. Najchętniej takie „szkółki” mają w swojej ofercie kierunki, które nie potrzebują dużych nakładów finansowych – wystarczą ławki i krzesła 😉 No, ale dobra, to szkoły prywatne, każdy teoretycznie takową założyć może. Co ze szkołami publicznymi? Powstaje coraz więcej kierunków, mają one najróżniejsze nazwy. Zachęca się absolwentów szkół średnich, do studiowania na najróżniejszych kierunkach, tak jakby cel był taki, by jak najwięcej osób studiowało. Nie ważne jaki kierunek, nie ważne czy w tygodniu czy w weekendy, ważne by studiowało. Obrońcy tego procederu powiedzą:

to chyba dobrze, każdy ma prawo do studiowania czegoś co mu się podoba, wedle swojego hobby 

No tak, tylko jak ktoś ma takie zainteresowania które wykraczają, poza propozycję edukacji wyższej, to już nie ma takiego prawa, a jak ktoś interesuję się czymś, co wykracza poza ramy modelu świata, narzuconego przez system, to już o studiowaniu tego tematu, w publicznych uczelniach może całkowicie zapomnieć. Dyskryminacja?

Nie oszukujmy się, jest może kilka kierunków, które faktycznie mają jakiś sens. Jednak większość to biznes pod przykrywką, kształcenia młodych ludzi. Później absolwent studiów i tak musi uczyć się w pracy, wszystkiego od nowa. Mimo, że ma tytuł „magistra” czy „inżyniera”. Tytuły te dostaje się za napisanie tzw. swojej pracy (magisterskiej, inżynierskiej, licencjackiej) . Pracę tą piszę się, przepisując książki czy inne materiały naukowe, zmieniając tylko szyk wyrazów, lub zmieniając słowa na inne bliskoznaczne. Ot i tak powstaje nasza praca naukowa :)

Potem okazuje się, że wiedza ze studiów, do pracy się nie przydaję. Więc po co ta cała maskarada? Ta PODŚWIADOMA propaganda która mówi, że jak nie studiujesz to jesteś nic nie warty? Ważne by mieć „papierek”, a może chodzi o to, żeby wykładowcy mieli do kogo swoją wiedze wykładać, bo inaczej troche biznes by się posypał? Tak, wszystko odbywa się legalnie. Trzeba wspierać nasze publiczne uczelnie, mówi państwo, gdyż one nauczają nasze przyszłe pokolenia. Dobra maska. Tylko czy też one są takie darmowe, pomijając wiadomy fakt, że kasa płynie z podatków. Jeszcze się na studia nie dostaniesz, to już masz masę kosztów tzw. rekrutacyjnych. Które niskie też nie są. Pięknie to wszystko wymyślili. Ceny stancji w Polsce? Niskie? Przecież wszyscy, muszą jechać do wielkich miast, tylko tam mają szanse, na zdobycie jakże cennej wiedzy.. mniejsze miasta niech umierają do czego one nam potrzebne..

Moje zdanie? Tu trzeba wszystko zburzyć i zbudować od nowa, potrzebna jest PRAWDZIWA REFORMA SZKOLNICTWA. Zdecydowana większość kierunków, powinna zostać zlikwidowana, czas skończyć z tym promowaniem studiów, że im więcej studentów tym lepiej. Czas skończyć z tym pompowaniem państwowych pieniędzy na kierunki które w ogóle nie mają sensu. Państwo w ogóle nie kontroluje czy kierunki które powstają współgrają z potrzebami rynku pracy. Prawda jest tak, że większość idzie „studiować” bo nie wie co ze sobą począć, a propaganda, że każdy musi być studentem jest mocno słyszalna. Wiadomo, że studenckie życie, dostarcza wielu atrakcji. U niektórych chęć opuszczenia domu rodzinnego, jest jedynym motorem napędowym pójścia na studia. Moim zdaniem, zamiast studiów powinno być więcej kursów, które przygotowują bezpośrednio do zawodu, bez nauczania przy okazji steku głupot, coś à la zawodówki.  Jednak nie mi to organizować, są mądrzejsi ode mnie 😉 Na dzień dzisiejszy teatr trwa, studiujcie młodzi jak najwięcej, wykładowcy czy profesorowie muszą mieć słuchaczy, inaczej ich zawód, nie miałby racji bytu.

 

Czas na prawdziwą reformę szkolnictwa?

 

O systemie edukacji, można by wiele napisać. Temat jest zbyt szeroki, aby napisać o nim w jednym artykule, jednak zachęcam, do samodzielnego zastanowienia się nad tym tematem. Poszczególne rządy, od czasu to czasu lubią „pogłaskać temat”, nazywając swoje zmiany np. wielkimi reformami oświaty, a zmiany te skupiają się na niewiele znaczących rzeczach, po prosty bzdetach np.: a to wprowadzimy gimnazja, żeby po kilkunastu latach się z tego wycofać, a to na maturze matematyka będzie obowiązkowa, a to więcej historii zamiast wf, a to tą lekturę wycofamy w zamian damy inną, a to podręczniki zmienimy (tu też pewnie chodzi o to, żeby zarobić, bo jak to mamy uczyć się ze starych? Skoro wiedza tak ewoluuje, że już informacje tam zawarte się przedawniły – czyli stare podręczniki do śmieci i szybciutko po nowe do księgarni.. cholera, ależ ta wiedza się zmienia i rozrasta) i tak dalej.. jakby to miało cokolwiek zmienić.

Wiele jeszcze innych wad można szkolnictwu wytknąć, chociażby to, że szkolnictwo już od początku programuję nas na pracownika najemnego, głosząc, że najlepszym rozwiązaniem jest praca gdzieś u kogoś. Można wytknąć też to, że lekcje są po prostu nudne, prowadzone w sposób schematyczny. Często wiele informacji tam przekazywanych, można by przekazać w sposób dużo szybszy. W dzisiejszych czasach? Nie szkoda tego czasu młodych ludzi? W szkole sporą część czasu traci się na sprawy organizacyjne, typu sprawdzenie listy obecności czy uspokojenie uczniów przeszkadzających w prowadzeniu zajęć 😉  Czy siedzenie przez pół dnia w ławkach jest naturalne dla nas ludzi? Czy to nie tam dochodzi do pierwszego oddzielenia człowieka z naturą? Obrońcy edukacji jako pozytyw szkolnictwa, często wymieniają to, że gdyby nie szkoła, wielu znajomych byśmy nie poznali. Tak, to prawda, jednak nie po to ona powstała. Tak samo można by rzecz, że wielu młodych ludzi, nabawiło się przez nią głupich kompleksów, przez np. brak zaakceptowania ich przez grupę rówieśników. Wielu doprowadziło to nawet do śmierci samobójczej czy depresji. To prawda nie po to powstała szkoła, by do takich sytuacji doprowadzać, jednak są one skutkami ubocznymi, systemu edukacji. Może dałoby się tego typu sytuacji uniknąć, gdyby szkoła naprawdę uczyła ważnych wartości życiowych typu – wszyscy zasługujemy na szacunek, każdy jest inny, każdy ma na tym świecie inną drogę i trzeba to uszanować. Nie ma lepszych i gorszych – średnia ocen czy wygląd, nie jest tego wyznacznikiem. Swoją drogą ciekawe jak można być dobry we wszystkim, od matematyki po język polski. Wielki matematyk, nie powinien tracić czasu na nauki humanistyczne. Po latach okazuję się nieraz, że jednak lepiej było nastawić się na jedna dziedzinę, ale nie byłoby czerwonego paska..

Wielu w szkole poddało się presji grupy i zaczęło zachowywać się jak reszta grupy. Tracąc swoją unikalną osobowość. Tak, tutaj ujednolicenie ludzi występuje. Jak w domu ważnych wartości nam nie przekażą, to szkoła mogłaby ten błąd naprawić. Jednak tak się nie dzieje.

Ja chciałbym, żeby szkoły uczyły przede wszystkim myślenia, a nie suchych faktów. Dodatkowo faktów które, nie zawsze są prawdziwe, są wybiórczo nauczane. Uczy się o wydarzeniach, jednak pomija się niejednokrotnie proces jak do tych wydarzeń doszło. Spójrzmy choćby na historie, dlaczego o jednych wydarzeniach się uczy, a drugie przemilcza? Hmm.. no ciekawe?  Wiesz co działo się na ówczesnych, terenach Polski przed jej chrztem (966r.). Ja chodząc do szkoły myślałem, że „biegali tu jacyś dzikusi”. Skoro nic na ten temat nie uczono. Dziś po latach, gdy zgłębiłem troche temat, okazuję się że istniało prawdopodobnie tzw. Imperium Lechickie (Słowiańskie) które, było mocno liczącym się ludem, w tamtych czasach. Mi na historii nic na ten temat nie mówiono. O starożytnej Mezopotamii czy Egipcie, to słyszałem wiele razy :) Skąd taka wybiórczość w nauczaniu? Ja wolałbym znać bardziej historię, tych terenów gdzie mieszkamy obecnie, ale ktoś zdecydował inaczej. Pewnie to ja jestem dziwny? Dlaczego szkoła o pewnych rzeczach nie uczy? Pewnie oni wiedzą lepiej, czego powinienem się nauczyć.. Na to pytanie odpowiedz sobie już sam.

 

Podsumowanie i moja rada

 

To co napisałem to tylko skrawek, tego tematu. Może jednak się mylę i szkoły w takim kształcie są potrzebne? Może to ja jestem w błędzie, a cały ten system funkcjonuje tak jak trzeba. Wiadomo, nie wszystko jest tam złe. Świat nie jest czarno-biały. Cóż, ja na dzień dzisiejszy widzę tylko jedno wyjście. Potrzeba prawdziwej reformy edukacji. Musi nastąpić wiele zmian. Szkoła to powinna być zabawa, a nie jakiś nudny obowiązek gdzie najważniejsze są oceny. Niech szkoły zaczną wydobywać z nas to co najlepsze, pozwolą nam wyrażać siebie i zastanawiać się nad różnymi tematami, a nie nauczać tylko nudnych wiadomości, które też nie są ostateczną prawdą.

Żeby była jasność, to jestem zwolennikiem zdobywania wiedzy, poszerzania horyzontów, jak najbardziej świadomego życia. Rozwijania się na różnych polach życia. Życie to wieczna nauka, człowiek musi całe życie się uczyć, jest to naturalne i jak najbardziej dobre. Jednak szkołę potępiam, nie za to że naucza, tylko jak to robi. Jestem przekonany, że całą wiedzę szkolną, w dzisiejszych czasach, można zdobyć w dużo szybszy sposób. Szkoły już nie są jedynymi instytucjami które mają licencję, na przekazywanie wiedzy i bez nich możemy dowiedzieć sie wielu ciekawych rzeczy. Które w sposób znaczący, mogą pomóc nam w życiu. Alternatywą dla chodzenia do szkoły, nie jest chodzenie w tym czasie na wagary i picie piwa gdzieś w krzakach. Tylko rozwijanie swoich horyzontów czy zainteresowań.

 

Złotą radę, którą przytoczyłem na początku artykułu, pewnie już słyszałeś w swoim życiu, moja rada, może nie tak cenna, brzmiałaby tak :

 

To nie szkoły są wyznacznikiem Twojego szczęścia, to nie one dadzą Ci świetlną przyszłość. Zastanów się raczej co chciałbyś w życiu robić i zacznij ten temat zgłębiać – im wcześniej tym lepiej! Staraj się zajmować się tym, co Ty uważasz za swoje powołanie, życiowy sens życia. To nie Ty masz dostosować się do propozycji szkół, tylko one powinny do Ciebie. Jeśli ktoś śmieje się z tego co robisz, mimo iż to co robisz sprawia Ci radość, nie słuchaj go – nawet jeśli to jest system szkolnictwa. Jeśli coś będziesz robił z prawdziwym zainteresowaniem, to nie wyobrażam sobie, aby Ci się nie udało, abyś był smutny.. jeśli pójdziesz drogą tzw. sukcesu, które daje Ci szkolnictwo, możesz ostatecznie skończyć jak wszyscy przeciętniacy, ze smutkiem na ustach. Czasami jest tak, że to co sprawia nam radość, mówiąc wprost, nie da nam zarobić! W takim przypadku polecam otworzyć się na inne możliwości i zapomnieć o tym, że w szkole uczono nas bycia tylko jak najlepszym pracownikiem u kogoś.. to nie jedyna droga, są inne. Najpierw wszystko ma się kręcić wokół szkoły, później wokół pracy.. czy tak naprawdę chcesz żyć?

 

Uważam, że to nie szkoły publiczne, dają nam możliwości, że to nie one, są przyczyną sukcesu, tylko takie prawdziwe zainteresowanie tym co robimy. Zdarza się często, że ktoś studiuje dane zagadnienie, potem dostaje pracę w podobnej branży i wtedy mylnie mówi się, że studia mu pomogły, to dzięki studiom. Nie, to jego zainteresowanie do tej dziedziny było przyczyną sukcesu, a studia tylko dodatkiem. Jeśli studiujesz coś czego nie lubisz, tracisz czas. Lepiej zajmować się czymś co chociaż troche lubisz, bez asysty studiów – takie jest moje zdanie. Na tym stawiam kropkę.

 

KLIKNIJ I POBIERZ DARMOWEGO E-BOOKA

 

Podziel się tym wpisem

    2 odpowiedzi do artykułu “Czy nie potrzebna jest prawdziwa reforma szkolnictwa? Czyli parę słów o systemie edukacji

    1. Diana z Pieniadzjestkobieta

      Szkoły powinny przede wszystkim być bardziej nastawione na nauczanie „życiowe” – nacisk na wiedzę o finansach, rozwój przedsiębiorczości i kreatywności, otwartość umysłu. Niestety mam wrażenie, że często nasza edukacja bardziej zamyka ludzi w pewnych schematach niż otwiera na samodzielny rozwój.

    2. Ewelina

      Zgadzam się z Dianą, za mało w szkole spraw dotyczących życia. Tak samo nie uczy się jak wierzyć w siebie, jak zarządzać czasem, otwartości. Są powielane schematy, zamiast pokazywać to że każdy z nas jest inny i ma inne predyspozycje 😉

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *