Nienawidzę swojej pracy! Co robić?

Nienawidzę swojej pracy! Co robić?

Obserwując dzisiejsze społeczeństwo, chociażby te zatłoczone ulice w poniedziałkowy poranek.. to tak patrząc na te smutne, ludzkie twarze, można wysnuć wniosek, że większość z nas, raczej nie przepada za swoją pracą. Dodatkowo, wszelkie badania zdają się to potwierdzać. Większość ludzi gdyby tylko miała taką możliwość, to od razu odeszłaby ze swojego zakładu zatrudnienia. Zazwyczaj chodzimy tam tylko po to, by mieć środki do życia, to jest ten główny powód, który trzyma tam ludzi! Wielu z nas, gdyby tylko dostało te przysłowiowe milion złotych, to od razu rzuciłoby swoją robotę. Po czym oczywiście wygarnęłoby swojemu szefowi, co tak naprawdę o nim sądzą, robiąc to oczywiście z szyderczym uśmieszkiem na twarzy. Ciekawe tylko, czy tej kasy by zbyt łatwo nie przepuścili i potem nie okazałoby się, że muszą przepraszać szefa, tak by przyjął ich z powrotem? Bo nie wiem czy wiesz, ale większość szczęśliwych zwycięzców loterii, prędzej czy później, wraca do poprzedniego stanu finansowego..  Fakt jest jednak taki, że mnóstwo ludzi nosi w sobie tą całą złość, smutek czy rozgoryczenie, spowodowane tym, że muszą być niemal codziennie, w miejscu w którym być nie chcą. Pytanie jednak brzmi, czy bardziej irytuje Cie to, że musisz tam obecnie pracować czy może to, że pracujesz tam i nie zanosi się na to by miało to się zmienić, bo nie masz innego pomysłu na siebie?

 

Czy faktycznie pracowanie w pracy której nie lubisz, jest Twoim największym problemem?

Pracowanie w nielubianej pracy, tak naprawdę NIE JEST wcale największym problemem. Jest coś znacznie gorszego. Spójrz, większość ludzi faktycznie wstając rano, ma w głowie myśl: Nienawidzę swoje pracy! Znowu muszę tam iść. Najgorsze jest jednak to, co z tym robisz, a właściwie to czego nie robisz. Brutalna prawda więc jest taka – Większym problem od tego, że nie lubisz swojej roboty jest to, że nic nie robisz by tą sytuację zmienić. No może prawie nic.. ale o tym za chwilę.

Otóż, wielu korzysta tylko z pewnej  broni. Uwierzyłeś, że znacznie pomoże Ci ona przetrwać, czy umniejszyć, smutek spowodowany chodzeniem do niechcianej pracy. Z tego co wiem, to jest ona niezbyt skuteczna, jednak cały czas bardzo chętnie stosowana. Mowa tutaj oczywiście o NARZEKANIU! Problemem jest to, że jest to często JEDYNA Twoja odpowiedź na nielubiane zajęcie. Tak jakby to miało cokolwiek zmienić!

Nienawidzę_swojej_pracy2
Zamartwianie, narzekanie – do czego to ostatecznie prowadzi?
 

Trzeba przyznać, że niektórzy ludzie, stali się nawet swego rodzaju mistrzami tej „dziedziny”. Potrafią perfekcyjnie wypunktować wszelkie niedoskonałości swojej pracy, pracodawców czy innych współpracowników. Stali się mistrzami w wynajdywaniu ciągle nowych powodów do narzekań.. a to to się nie podoba, a to tamto znowu nie tak jak trzeba, a to zarobki nie takie.. a cały ten swój nieprzeciętny kunszt, w tym całym narzekaniu, potrafią ukazać na przykład podczas spożywania piwka z kolegami/koleżankami, albo podczas jakiś rodzinnych spotkań..

.. tylko co z tego wszystkiego wynika? Życie płynie, a Ty dalej w tym samym miejscu co wcześniej. Tylko, z dnia na dzień, masz „w głowie” coraz większą ilością nieprzyjemnych wydarzeń związanych z Twoją pracą. JEDNAK CIĄGLE W TYM SAMYM MIEJSCU, CIĄGLE PRACUJĄC TAM GDZIE NIE CHCESZ!

 

To co mamy udawać, że wszystko jest w porządku?

Oczywiście, wiele z tych „narzekań” to prawda. Tak faktycznie jest. Nie chodzi tutaj o to, by nagle nie zauważać czegoś co ma miejsce i zgadzać się na to, by robili sobie z Ciebie jakieś „popychadło” w pracy, taniego parobka albo jeszcze innego „chłopaczka” na którym łatwo można się dorobić. Tylko czy to całe „narzekanie” jest skuteczną odpowiedzią na tą nieciekawą sytuację? Co z tego, że wszyscy „uciskani” pracownicy po robocie pójdą razem na piwo i rozpoczną „festiwal narzekania” na swoją sytuację, na swojego kierownika, na całego prezesa zakładu? Co z tego? Co to zmieni? Nawet jeśli użyją słów mocno obraźliwych i niecenzuralnych..?

..a następnego dnia, i tak znowu pojawią się we wspomnianej pracy, pokornie wykonując polecenia swoich przełożonych i nic nie wskazuję na to, by miało to się zmienić.

Dlatego polecam Ci inną drogę, a mianowicie zamiast tracić czas na te całe rozpamiętywanie tego co Ci się nie podoba. To chociaż spróbuj odważyć się poszukać innych rozwiązań. Czy naprawdę musisz tkwić całe życie w miejscu które Ci się nie podoba, nie próbując nigdy tego zmienić? Aż tak się boisz tego opinii innych? Wiem, że się boisz! Samego siebie nie oszukasz! Ale może warto poszukać czegoś innego, czegoś co Ci się bardziej podoba, czegoś co pozwoli Ci mieć więcej wolnego czasu, czegoś co da Ci godziwy zarobek?

..zacznij swoją koncentracje kierować w tym właśnie kierunku!

Zamiast narzekać.. przy tych przykładowych spotkaniach przy piwku, nie lepiej byłoby CHOCIAŻ JEDEN RAZ wspólnie zastanowić się czy nie dałoby się inaczej, czy wspólnie nie moglibyśmy zbudować czegoś innego?

i teraz pewnie chętnie byś mi powiedział:

Słuchaj Rafał, takie jest życie i nic nam innego nie pozostało, tylko właśnie to narzekanie. Naczytałeś się jakiś głupot i wypisujesz tutaj brednie. Nie każdy ma szczęście w życiu.

Tylko sobie odpowiedz na pytanie dlaczego właśnie twierdzisz, że to ja naczytałem się głupot, a Ty skąd wziąłeś swoje poglądy? Urodziłeś się już z nimi, czy może nawkładali Ci tego wszystkiego do głowy, a Ty nigdy w życiu nawet nie zweryfikowałeś tych wszystkich swoich niepodważalnych prawd, a mimo to chodzisz i je powtarzasz, że takie jest życie, że tak musi być. Ucząc tego nawet swoje dzieci?

Czy naprawdę najlepszą drogą życiową jest wierzenie w przypadek i tkwienie w pracy której nie lubimy, narzekając przy tym na wszystko co z nią związane? Czy nie lepiej, ten cały czas przeznaczany na analizowanie uchybień Twojej pracy, byłoby przeznaczyć na szukanie realnych rozwiązań, jak tą sytuację zmienić? Czy to już nie najwyższy czas by wziąć swoje życie we własne ręce? Tak w te dwie które masz.! Czy tak całe życie będziesz szukał dobrego wujka, który któregoś dnia przyjdzie i Ci da to czego zechcesz? Czy tak całe życie będziesz zależny od innych i całe swoje życie tylko będziesz wierzył, że może inni w końcu „zmądrzeją” i zaczną polepszać Twoje życie? Czy nie najwyższa pora już dzisiaj ZDECYDOWAĆ, że kończysz z tym odgrywaniem roli w czyimś przedstawieniu? Może to już najwyższa pora by przestać się zamartwiać, a całą tą energię przeznaczyć na poszukanie tego zajęcia w którym rozwijanie się dawałoby Ci większą satysfakcję, większy zarobek czy chociażby większą ilość wolnego czasu?

Nienawidzę_swojej_pracy4
Lepiej samemu sterować swoim życiem, niż oddawać ten „ster” komuś innemu!

 

..a może coś Cię po prostu blokuję i nie jest to zwykłe lenistwo?

To jest niepojęte!

Skoro nie jesteś zadowolony ze swojej pracy, czy z czegokolwiek innego, to dlaczego ciągle stoisz w tym samy miejscu? Co tak naprawdę blokuję Cię przed ruszeniem do przodu? Może to są te wszelakie destrukcyjne programy, które ktoś włożył Ci do głowy podczas Twojego życia, a Ty w nie po prostu bez zastanowienia uwierzyłeś? W te wszystkie niepodważalne prawdy życiowe, że coś musi wyglądać tak jak wygląda bo tak jest i już.. Te wszelkie schematy myślowe, te wszystkie dyrdymały, które wkładają nam przez całe życie do głowy, tylko po to byśmy byli cały czas bezsilni i nie wierzyli, że wcale tak nie musi być..

..więc co Cie blokuję? Zastanów się? Może brak Ci po prostu nadrzędnego celu życiowego – sensu życia, a więc takiego wiatru który by napędzał Twój żagiel? Zastanów się co jest dla Ciebie sensem istnienia. Tym najprawdziwszym wynikającym z wewnętrznych przekonań, a nie z tego co każą nam wierzyć. Może gdy faktycznie, zrozumiesz co jest w Twoim życiu ważne, to wtedy zauważysz, że chodzenie do niechcianej pracy, mocno utrudnia realizację prawdziwego celu życia. Wtedy będziesz wiedział, po co tak naprawdę działasz. Bo po co żyjesz. Żeby pracować jak wół, a życie było tylko dodatkiem do tej pracy? Czy żyjesz po to aby żyć, tak aby praca to był tylko malutki dodatek do życia?

Może boisz się opinii innych i brak Ci odwagi? Wspominałem już o tym. Przeczytaj mój wpis, gdzie dokładnie tłumaczę dlaczego 95% ludzi mimo, że chce zmiany to i tak ciągle będzie w tym samym miejscu.

Całe życie tylko ciągle z czymś walczymy np. właśnie z pracą której nie lubimy ..i co z tej walki wynika? Może czas już skończyć tą walkę? Może czas NAUCZYĆ się skutecznych praw przedsiębiorczości? Ludzie narzekają na wszystko wokół. Tylko czy wiedzą czego tak właściwie chcą od życia? Czy tylko wiedzą czego nie chcą? Zapomnij chociaż na chwilę o całym otaczającym Cie świecie i chociaż ten jeden raz w życiu wyobraź sobie jak chciałbyś aby Twoje życie wyglądało, Twoja praca czy jakakolwiek inna dziedzina Twojego życia.

 

Ja też długo nie mogłem tego zrozumieć

Muszę się do czegoś przyznać. Teraz się mądrze, udaję nie wiadomo kogo, a prawda jest taka, że mi zrozumienie tego, że samym narzekaniem na pracę, niczego nie zmienię, zajęło kilka lat mojej „kariery” zawodowej. Na szczęście w końcu odkryłem, że to ja jestem odpowiedzialny za swoje życie, za każdy jego element. Jednak też co innego to wiedzieć, a co innego faktycznie zacząć działać, tu już potrzeba mieć „JAJA” czyli odpowiednie cechy charakteru! 

Oczywiście wiele rzeczy mi się nie podoba, chciałbym aby wiele rzeczy w otaczającej nas przestrzeni się zmieniło, jednak czy moje życie ma być uzależnione od poczynań innych? Czy całe życie miałbym czekać, aż może pracodawca „zmądrzeję” albo aż może w końcu zdobędzie władzę odpowiednia ekipa i wtedy wszystko się zmieni? Wielu z nas na to właśnie czeka i zazwyczaj nigdy się nie doczekuje.

 

Lepiej narzekać i czekać nie wiadomo na co, czy zaakceptować obecny stan rzeczy i zacząć to zmieniać?

Zdecydowanie lepszą taktyką jest odnalezienie się w otaczającej rzeczywistości i stworzenie w swoim życiu wszystkiego co tylko możliwe by ono było jak najlepsze. Odrzuciłem wszelkie ideologię które głoszą, że życiem rządzi los i postanowiłem zrobić wszystko co będzie w mojej mocy aby zarabiać pieniądze w sposób taki jaki bym chciał.

Gdy jeszcze pracowałem w niechcianej pracy, to traktowałem to jako pewien etap na drodze mojego życia. Zamiast zamartwiać się, narzekać, postanowiłem po prostu działać i to zmieniać. Zamiast WALKI Z TYM CO MI SIĘ NIE PODOBA wybrałem drogę BUDOWANIA TEGO CO MI SIĘ PODOBA.

Nienawidzę_swojej_pracy3
Zamiast ciągle z czymś walczyć, zaakceptuj to i buduj nowe, lepsze!

 

..a czy takie ważne jest czym się OBECNIE zajmujesz?

Tak naprawdę, to czy aż takie ważne jest to czym zajmujesz się obecnie? Można się śmiać z kogoś kto zamiata ulicę za najniższą pensję krajową, jednak być może on jest tylko na takim etapie swojego życia, być może właśnie niedawno zrozumiał, że życie jest w jego rękach i wracając do domu nie traci czasu na narzekanie i umartwianie się nad swoim przeklętym „losem”, tylko rozwija się w jakimś kierunku, do czegoś dążąc? Bo wyznaczył sobie pewien cel (na podstawie swoich własnych przemyśleń, a nie na podstawie swojego zaprogramowanego ego). Dlatego wie dokąd zmierza i nie martwi go to, że jeszcze obecnie zamiata tą ulicę. On ma coś dużo cenniejszego. On rozumie kto jest odpowiedzialny za jego życie. On ma ŚWIADOMOŚĆ dlaczego jest tu gdzie jest. Ten co się tak z niego śmieję bo może zarabia te 500zł czy 1000zł więcej, może nigdy w życiu tego nie zrozumieć, tak jak i inni jemu podobni ludzie, którzy noszą w głowie całą długą listę osób które są winne za to, że im się życie nie układa, jednocześnie pomijając w tym zestawieniu jedną najważniejszą osobę – tak naprawdę jedyną, a mianowicie SAMEGO SIEBIE.

 

To co robić gdy nienawidzę swojej pracy?

Rób co chcesz! Nie jestem żadnym drogowskazem 🙂 Chciałem Ci tylko przekazać cząstkę mojej prawdy!

Osobiście zauważam dwie drogi.

PIERWSZA DROGA: To ta którą szedłem przez większość mojego życia, a więc nie podobała mi się moja praca, mój sposób zarabiana pieniędzy, jednak nie robiłem nic aby zmienić tą sytuację, wierzyłem w jakieś głupoty, że w życiu trzeba mieć znajomości, że w życiu trzeba mieć szczęście, że najważniejsze to skończyć dobrą szkołę, to wtedy dopiero będę miał szansę na jakąś lepszą pracę.. a więc cały czas wierzyłem w te schematy myślowe – jedyne słuszne prawdy. Narzekałem na swoją pracę, coraz to wykrywałem tylko nowe rzeczy, które mi się w niej nie podobały. Tylko co z tego skoro ciągle w niej tkwiłem i nic nie wskazywało na to by miało to się zmienić? Tą drogą niestety idzie większość ludzi. Niestety, dopóki są ludzie którzy godzą się na te znienawidzone prace, to niestety i pracodawcy się SAMI nie zmienią. Możesz sobie narzekać, tylko co z tego? Skoro i tak przez najbliższe lata będziesz pojawiał się w nielubianym miejscu pracy.

Całego świata nie zmienimy. Najlepiej skupić się na zmianie swojego życia!

DRUGA DROGA: To ta moja obecna. Tą drogą kroczy mniej osób, ale na szczęście ja nią idę.. i to już od jakiegoś czasu. Nie podobała mi się moja praca, jednak już tak mocno na nią nie narzekałem, nie traciłem tak na to czasu, traktowałem ją tylko jako pewien etap. Zastanawiałem się tylko jak tą sytuację zmienić, a więc starałem się i cały czas staram się REALNIE rozwijać. Na początku zweryfikowałem swoje prawdy życiowe i usnąłem z głowy wszelkie destrukcyjne poglądy. Zacząłem budować swój charakter. Zacząłem szukać prawdziwej wiedzy potrzebnej do skutecznego zarabiania. Zauważyłem, że jest dużo manipulacji. Zrozumiałem, że to ja muszę mieć 100% kontroli nad swoim życiem, że muszę stać się prawdziwym przedsiębiorcą, że muszę dawać prawdziwą wartość innym ludziom i za to oni mi zapłacą. Im większa wartość, tym większy zarobek. Odkryłem, że aby być w pełni niezależny, to najlepiej mieć swój, własny biznes. Zobaczyłem, że dzisiaj Internet może pomóc w realizacji tego celu. Aktualnie codziennie uczę się czegoś nowego, wyciągam wnioski. Na początku było bardzo trudno. Czułem się samotny na tej drodze. Dziś prowadzę swoje internetowe biznesy. Jednym z nich jest uczenie ludzi właśnie tej drogi. Dzisiaj nie wyobrażam sobie siebie, który ciągle szedłby tą pierwszą drogą. Byłoby to tracenie życia. Dzisiaj czuje się w 100% kreatorem swojego życia. Kroczę w kierunku pełnej WOLNOŚCI. Wiem co robię, po co to robię.. i z uśmiechem na twarzy to robię. Każdy dzień to niesamowita przygoda. Dziś wiem, że nie warto wierzyć w to co ktoś mi mówi, tylko zawsze trzeba samemu wszystko sprawdzać!

..a Ty którą drogą wolisz iść gdy nienawidzisz swojej pracy? Może znasz jeszcze jakąś  inną?

Uważam, że każdy człowiek zasługuje na godne życie. Dlatego kliknij w ten link i zobacz co dla Ciebie przygotowałem, żebyś jak najszybciej przestał się męczyć i wkroczył na drogę nr 2!

Podziel się tym wpisem

    Ten post ma 12 komentarzy

    1. Wydaje mi się, że są dwie przyczyny, przez które ludzie tkwią w pracach, których nie znoszą – lenistwo i strach. Porzucenie/zmiana pracy wiąże się ze zdobywaniem nowych umiejętności, rozwojem, ryzykiem. Jeśli przez ileś lat coś się robiło, to przerzucenie się na coś innego – nawet jeśli wydaje się to spełnieniem marzeń – staje się nagle przerażające. Ludzie często tkwią w niewłaściwych pracach, niewłaściwych związkach i przyzwyczajeniach, bo to jest wygodne. Bo wtedy mam chociaż coś. A jeśli to porzucę, to ryzykuję, że nie będę mieć nic. Zmiana pracy wymaga nie lada odwagi 🙂

    2. Z moich prywatnych i zawodowych obserwacji wynika, że tkwimy w niekomfortowych sytuacjach ( nie tylko w pracy) tak długo dopóki sobie nie uświadomimy, co od nas zależy i że nasz los leży w naszych rękach. Zgadzam się, że błędne przekonania utrudniają nam dokonywanie zmian, ale nikt za nas nie dowie się, czego tak naprawdę chcemy i nikt za nas nie weźmie odpowiedzialności za nasze życie

    3. Niestety większość boi się zrobić choćby najmniejszy krok do przodu i pozostaje w tym samym miejscu juz na zawsze.

    4. Moim zdaniem narzekactwo staje się zwykłym nawykiem. Nawet, gdy praca się podoba. Może nawet mamy to w naturze- my, Polacy. Jeśli praca nie leży, to przede wszystkim trzeba mieć pomysł na siebie i starać się robić coś w kierunku zmiany pracy, nawet jeśli są to małe kroczki i przez pewien czas będzie to wymagało turania po pracy np. nad książkami albo jako wolontariusz. Ale żeby pracować nad sobą po godzinach, to już nie jest łatwe, nie takie łatwe jak narzekanie.

    5. Hej Rafał,

      Wygląda na to, że idziemy w tym samym kierunku, chociaż może troszkę innymi drogami. Też zdobywam niezależność finansową i mam zamiar przejść na emeryturę w ciągu 15 lat (możesz o tym poczytać na moim blogu odlozmilion.pl).

      Teraz mam pracę, którą lubię. Pewnie, że raz jest lepiej a raz gorzej, ale licząć „średnią zadowolenia” mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że wychodzę na plus. Kiedyś miałem o wiele gorszą pracę w której się marnowałem i zatracałem szanse na zmianę kolei życia. Podjąłem decyzję o zmianie pracy na taką, w której zarabiałem nieco mniej, ale byłem w stanie się sporo nauczyć i po jakimś czasie dotarłem do miejsca gdzie jestem, zarabiam nieźle i jestem zadowolony.

      Ludzie narzekają na wszystko – ciężko to zmienić. Jeśli firma nie dba o poziom zaangażowania pracowników to jest źle. Jeśli dba, to z kolei też źle, bo za mało. Takie już mamy podejście do pracy jako społeczeństwo.

      Widziałem w krajach południowych, że tam ludzie wykonują prace uważane za najprostsze z uśmiechem na twarzy i dosłownie śpiewem na ustach. To co robisz po prostu nie definiuje tego kim jesteś. Nie musi przynajmniej. Jakoś tak u nas się utarło, że lepsi są ludzie z biur, a gorsi z gastronomii czy od sprzątania. Guano prawda, że tak powiem.

      Robiłem w życiu każdą z tych rzeczy i gwarantuję, że w każdej z nich można znaleźć radość.

      Dzięki za tę notkę. Mam nadzieję, że jakoś wspólnymi siłami przekonamy coraz większą rzeszę osób, że wcale nie są skazani na etat, tylko po prostu nie są gotowi dokonać zmiany.

      Pozdrawiam!

    6. Na szczęście ja lubię swoją prace i te na etacie, i swój mały biznes, który powoli rusza z kopyta. Długo szukałam zanim znalazłam się tutaj gdzie jestem. Choć trudno byłoby mi rzucić jedna pracę, gdzie miałam zapewnione finanse i „jakoś dawałam rade” i zaryzykować, że znajdę coś lepszego. I to główny problem, tkwimy tam gdzie mamy dobrą posadke, choć w wiekszości nie jest ona wymarzona.

    7. A ja myślę, że narzekanie mamy w naturze. Nawet jak się praca podoba, to znajdzie się coś, na co można jechać, np na towarzystwo w pracy.
      Natomiast nie rozumiem ludzi, którzy naprawdę twierdzą, że swojej roboty nienawidzą. Oczywiście, nie mówię tu teraz o tym, żeby po prostu to walnąć i rzucić z dnia na dzień – to jest nieodpowiedzialne, zwłaszcza kiedy ma się rodzinę na utrzymaniu. Ale chyba nie jest problemem jednoczesne pracowanie i rozglądanie się za lepszą posadą? A tymczasem ludzie, których znam, nie robią nawet tego, tylko się użalają, jak to im źle.

    8. Jeśli nienawidzi się swojej pracy, to jaki sens jest w niej trwać, trzeba dołożyć wszelkich starań, aby ją zmienić, czasem zajmuje to oczywiście dłuższy czas, ale krok po kroku do celu, zdecydowanie warto. 🙂
      Bookendorfina

    9. Pięknie napisane ale takie same dyrdymały górnolotne jak w co drugim takim artykule hak zmienić swoje życie. Żywcem po studiach socjologicznych, psychologicznych.
      Komentarze takie same.
      Niezadowolonie a potem tkwienie w tej pracy to nie tylko lenistwo, obawa przed nowym, przed nauką.
      Podstawowym problemem, w tym moim jest to, że boimy się zmienić pracę bo tu mamy stałą pracę, praca 8 godzin, 2500 zł zarobki (dostałam 1 podwyżkę po 12 latach).
      A, no. moje miasto ma 86 tys. mieszkańców, 2 strefy, w której pracodawcy płacą poniżej minimalnej- tam dla kobiet jest tylko praca przy rybach. W samym mieście kilka Biedronek, 3 Lidle, 2 zakłady produkujące plastikowe wyroby-świątek, piątek za marne pieniądze.
      Mam wykształcenie średnie techniczne administracyjne bo tak sobie wymarzyłam.
      Ale ta w urzędzie praca to dno. Nigdzie nie widziałam tyle mobbingu co u mnie, dopóki dyrektorka nie poszła na emeryturę. Podkładanie świni, włazodupstwo. Kiedyś klienci byli tym co mnie cieszy, jednym dobrem. A dziś to mam wrażenie, że ludzie są odmóżdżeni, agresywni, chamscy. Mało kiedy są mili. A ja teraz na jazdy atak reaguje łzami.
      Nie chcę już pracy za biurkiem, ale na co zmienić jak w tej dziurze nic nie ma. Nie uważam się za ambitną, nie mam pomysłu na życie, nie mam talentu i raczej go nie uzyskam mając 43 lata. Pracowałam wcześniej 5 lat w ogrodnictwie ale firma upadła i ta praca dawała mi frajdę i zarobki. A ja mam dość, mąż pojechał przez agencję do Niemiec ratować budżet. Wrócił z obozu pracy po miesiącu. A zakład, już go nie przyjął skoro się zwolnił. Mąż nie chce, boi się zmiany miasta (a kto zresztą z Trójmiasta czy Wrocławia do takiego miasta się zamieni? ) On też nic poza pracą w zakładzie szklarskim nie umie, nie chce robić a ja przez to gniję.
      Także to nie lenistwo, zmiana pracy czy zwolnienie z niej to jak ma się rodzinę to decyzja dwojga, przeprowadzka też. A jeszcze trzeba mieć gdzie i trzeba mieć za co. Ja to bym pojechała nawet tylko Niemcom wycieraczki czy uprawiać pomidory w Holandii.

      1. Nie trzeba od razu zmieniać drastycznie swojego życia. Można zacząć dodatkowo rozwijać się w jakiejś nowej dziedzinie. Można zacząć robić coś dodatkowo. Na dzień dzisiejszy uważam, że Internet jest wspaniałym narzędziem który może pomóc w zarabianiu pieniędzy. Dzięki niemu to gdzie mieszkamy nie ma kompletnie znaczenia.
        W tej początkowej fazie bez zmiany nastawienia, czy podejścia, nic się nie stanie. Ale w pewnym momencie to już tylko praktyka i praktyka.. Zapraszam do pobrania mojego darmowego e-booka, tam dokładniej tłumaczę jak wyglądał/wygląda mój rozwój w dziedzinie finansów. Co musiało się na początku stać w mojej głowie i dlaczego uważam, że Internet ma tak ogromny potencjał.. http://rafalwrzosek.getleads.pl/darmowy-e-book/

    10. Przepraszam, nie zauważyłam błędu, bez okularów piszę.
      Pojechałabym nawet Niemcom dup…. wycierać miało być
      Smutne i ciężkie to dla ludzi, którzy nie widzą przed sobą perspektyw.

    11. U mnie strasznie mocno był wywierany nacisk na pracowników. Mieli wierzyć w to, że zbawiają świat, każdego dnia mieli robić coś wyjątkowego. U nas mobbing był na porządku dziennym. Dotyczył zwykłe najsłabszych. Ci byli „torturowani” słowem, poniżani, jakby na pokaz dla innych. Ludzie zaczynają w to wierzyć i sobie wmawiają, że są przewrażliwieni, że to z nimi jest jakiś problem. Odeszłam z toksycznej firmy, ale teraz jestem na swoim. Chodziłam do psychoterapeuty. Terapia pomogłą mi odzyskać wiarę w siebie, którą straciłam przez kilka lat harowania w korporacji, która ma ludzi za nic (na Chmielnej jest fajna poradnia Psychologgia – tam radzę się zgłosić, jeżeli mieliście problem z mobbingiem, terapia naprawdę wiele mi dała). Trzeba walczyć o swoje, ale przede wszystkim nie pozwólcie im opanować Waszej głowy. Bądźcie sobą i walczcie z tym. Nie dajcie poniżać siebie i innych.

    Dodaj komentarz

    Close Menu